GNOME w końcu stał się tym, czym starał się być od dekady. Sprawdzam największą premierę tego roku – GNOME 40 (w Fedorze 34)

Przedwczoraj ogłoszone zostało wydanie najnowszej wersji flagowego środowiska graficznego w świecie Linuksa – GNOME o numerze 40. Poprzednia wersja oznaczona była numerem 3.38 i w tym przypadku zmiana numeracji jak najbardziej oddaje wagę tego wydania – to największa rewolucja od czasu pojawienia się wersji 3.0, która niemal równo dekadę temu zmieniała prawie wszystko (ku frustracji wielu).

Schedę po GNOME 2 przejął pulpit MATE, który jest używany przez wielu tradycjonalistów do dziś, a GNOME przez wszystkie te lata starał się wytyczać własne, nowe ścieżki. Z różnym skutkiem.

Zawsze ceniłem GNOME za stabilność i stopień dopracowania a także wiele udanych narzędzi i programów, ale nigdy nie przekonałem się do jego filozofii obsługi pulpitu od czasu pożegnania GNOME 2. W czym zdecydowanie nie byłem odosobniony, a sytuacji nie poprawiał fakt, że GNOME 3.* zwyczajnie odstawał od pozostałych środowisk graficznych wydajnością.

Jak wypada zatem wersja 40?

GNOME 40 testowałem (i nadal testuję) na wersji beta Fedory 34.

Z wielką przyjemnością donoszę, że rewolucja zakończyła się sukcesem. Wreszcie – chciałoby się powiedzieć – GNOME stało się przemyślanym pod względem ergonomii pracy środowiskiem.

Taki ekran wita nas po uruchomieniu komputera

Widoczny na zrzucie powyżej widok, który ukazuje się nam po uruchomieniu komputera jasno daje do zrozumienia, że nowy GNOME stawia na wygodne i intuicyjne wykorzystanie przestrzeni roboczych (workspaces) oraz obsługę gestami (dzięki Wayland, który – możemy to w końcu powiedzieć – odsyła Xorg na zasłużoną emeryturę).

Ekran informacji o systemie

Główną zmianą w filozofii obsługi GNOME jest horyzontalne rozmieszczenie obszarów roboczych – przełączamy je za pomocą przesunięcia trzech palców na panelu dotykowym w lewo lub prawo, a w przypadku klawiatury – CTRL+ALT+strzałka.

Aby wywołać widok Activities (Podgląd w polskim tłumaczeniu) wciskamy klawisz SUPER lub przesuwamy trzy palce w górę. Aby przejść do widoku listy aplikacji (która teraz może być dowolnie, wedle uznania użytkownika porządkowana i układana w foldery) przesuwamy raz jeszcze palce w górę lub klikamy na ikonkę z kropkami.

Sprawdza się to w mojej opinii po kilku dniach testów rewelacyjnie przy obsłudze touchpadem, a poziomo rozłożone obszary robocze są bardziej intuicyjne w obsłudze. Jeżeli mam się do czegoś przyczepić, to do nieco zbyt małych chyba okienek z podglądami poszczególnych pulpitów. Nie wiem też czy byłbym tak zachwycony korzystając z myszki – obsługa gestami wydaje mi się tu idealnym rozwiązaniem.

Wydajność

Od poprzedniej wersji można powiedzieć, że na szczęście jest już przyzwoicie, ale GNOME 40 na ten moment nie zmienia wiele w tej kwestii na plus. Oczywiście to wczesne wydanie i na pewno doczeka się jeszcze usprawnień, możemy też liczyć na pracę Canonical, które w sferze wydajności GNOME zrobiło bardzo wiele, ale do demona szybkości jakim jest KDE wciąż daleko, co mogą odczuć przede wszystkim ci z was, którzy lubią mieć otwarte kilkanaście programów, kilka przeglądarek i wiele kart w nich. W takich sytuacjach animacje są mniej płynne, co przy całkiem mocnym sprzęcie ciężko mi zaakceptować.

Wygląd

Wartym wspomnienia aspektem nowego GNOME jest estetyka. Tutaj mamy raczej ciągłą ewolucję i szlifowanie już dobrze prezentujących się elementów układanki. Ocena wyglądu to oczywiście kwestia mocno subiektywna, ale GNOME jest zdecydowanie nowoczesnym, minimalistycznym i niepowtarzalnym środowiskiem graficznym z dobrze przemyślaną warstwą estetyczną. W mojej ocenie to absolutna czołówka jeśli chodzi o styl wśród rozwiązań desktopowych.

Programy

Nowe wydanie to również nowe wersje znanych programów. Wśród ważnych nowości wymienić należy:

Pliki – lepiej znane jako Nautilus. Przeglądarka plików otrzymała natywną możliwość bezproblemowego rozpakowywania archiwów .zip zabezpieczonych hasłem. W końcu. Oprócz tego dokładniej szacuje czas kopiowania plików i ma nowe opcje ich sortowania.

Mapy – program, który w ostatnim czasie bardzo się rozwinął. W tej chwili to chyba najlepsza desktopowa aplikacja do map, korzystająca ze wspaniałej bazy openstreetmaps. Niedawno otrzymała tryb nocny, a teraz usprawnione zostało wyświetlanie dymków z informacjami o miejscach (z m.in. Wikipedii). Działa również świetnie na urządzeniach mobilnych (pod warunkiem, że macie już takowe z Linuksem).

Oprogramowanie – najbardziej nielubiana przeze mnie aplikacja chyba stała się używalna. Potrzebuję jeszcze czasu aby sprawdzić, czy nie zdarza jej się być kompromitująco wolną, ale w końcu wyświetla sporo ważnych informacji, które wcześniej ignorowała. Widzimy źródło (np. Flatpak), historię wersji wraz z listą zmian, częstotliwość aktualizacji, a także szczegóły na temat uprawnień jakie posiada aplikacja, wraz z ich oceną (wysokie, średnie itd.). Świetna rzecz.

Natomiast… W testowanej Fedorze, która zawsze była bliżej „czystego” GNOME niż Ubuntu, system korzysta z wbudowanego w Oprogramowanie mechanizmu aktualizacji systemu. Dawno nie korzystałem z Fedory i muszę zauważyć, że to rozwiązanie zbliżone do tego znanego i nielubianego w Windowsa 10. System proponuje aktualizację jedynie przy jednoczesnym ponownym uruchomieniu. W rezultacie mając zaszyfrowany dysk twardy w laptopie (jak każda zdrowa osoba 😉 ) jestem zmuszony wpisywać dwukrotnie hasło i cierpliwie oglądać ekran aktualizacji, podczas gdy takie Ubuntu robi to w trakcie używania systemu, przy odpowiednich ustawieniach nawet nie zwracając uwagi użytkownika. Mam nadzieję, że jest to tylko stan tymczasowy.

Pogoda – zupełnie przemodelowana, na zdecydowany plus. Nadal niestety wyszukiwanie małych miejscowości może być mało intuicyjne.

Podsumowanie

Niezależnie od tego jaki stosunek mamy do GNOME, jego rozwój jest niesłychanie ważny dla całego świata Linuksa oraz wolnego oprogramowania. Wszystkich nas powinno więc cieszyć, że spory bałagan, jaki stanowił w ostatnich latach to już przeszłość, a GNOME 40 to odważne, nowoczesne i stabilne środowisko, które ma pomysł na siebie i konsekwentnie go realizuje.

Czy porzucę KDE na rzecz GNOME? Wybór nie będzie łatwy, bo KDE ze swoją szybkością i lekkością w połączeniu z możliwościami konfiguracyjnymi jest poważnym konkurentem u każdego geeka i power usera, ale ostatnie dni z GNOME sprawiły, że poważnie to rozważam.

Gdzie sprawdzić GNOME 40?

GNOME 40 nie trafi do zaplanowanego na przyszły miesiąc Ubuntu 21.04, co jest w obliczu świetnych nowości nieco rozczarowującą, ale też w pełni zrozumiałą i słuszną decyzją ze strony Canonical.

Ilość zmian jest zbyt duża, aby w tak krótkim czasie mogły zostać przewidziane wszystkie możliwe konsekwencje dla użytkowników w różnych okolicznościach. Kompatybilność bardzo wielu rozszerzeń dla GNOME zostanie złamana, ich twórcom zajmie trochę czasu dostosowanie ich do nowej wersji, a samo Canonical dostarcza przecież GNOME na modłę Ubuntu, z dokiem po lewej stonie, co sprawia, że teraz stanie przed decyzją w jaki sposób odnieść się do wprowadzonych zmian.

Najnowsza wersja dostępna będzie w Fedorze 34 w przyszłym miesiącu, a już teraz możemy sprawdzić jej wersję rozwojową. W moich testach okazała się już całkiem stabilna, ale pamiętajcie – to wciąż beta i nie jest przeznaczona na maszyny produkcyjne. Do przygotowania USB z nią koniecznie użyjcie opisywanego ostatnio Ventoy.


Jeżeli podoba Ci się ten wpis i interesuje Cię technologia ze szczególnym uwzględnieniem prywatności, cyfrowego bezpieczeństwa, wolnego oprogramowania i kwestii etycznych zamiast sponsorowanych artykułów o kolejnych produktach, które „musisz mieć” – koniecznie zostaw polubienie na FB, dodaj GeekOrganic do subskrypcji RSS lub po prostu podaj dalej ten lub inny wpis – dla niezależnych blogów takich jak GeekOrganic to wielka rzecz. Dzięki!

Linki do social media GeekOrganic:

6 myśli na temat “GNOME w końcu stał się tym, czym starał się być od dekady. Sprawdzam największą premierę tego roku – GNOME 40 (w Fedorze 34)

    1. To trochę zarzucanie GNOME, że jest GNOME. Zgodzę się więc z pierwszym zdaniem podsumowania: „Gnome 40 is Gnome.”. 🙂
      Nie musi pasować każdemu, ale dobrze nie oceniać przez pryzmat wyłącznie swoich potrzeb czy preferencji.

      Polubienie

  1. co to flatpak? od niedawna mam zainstalowanego minta wcześniej Windows. Przepraszam jeśli kogoś obraziłem ale jedynie co znalazłem to programy działają na piaskownicy czyli co? ja ich nie instaluję tylko są wirtualizuje?

    Polubione przez 1 osoba

    1. W linuksie programy czerpią z różnych innych pomniejszych programów zainstalowanych w systemie. To są tak zwane zależności. Jeden duży program może mieć kilkadziesiąt zależności, a więc wymaga, aby w systemie było zainstalowane to o tamto i to w konkretnej wersji. Ogarniane jest to przez specjalny menedżer pakietów. Wszystko jest ok, jeśli bazujesz na aplikacjach dostarczanych z oficjalnego repozytorium, ale jeśli będziesz kombinował i n.p. dodawał jakieś poboczne repo po to, żeby mieć n.p. LibreOffice w najnowszej wersji to może się zacząć kiełbasić. Dlatego wymyślono Flatpak, który jest czymś w rodzaju pliku exe w windowsie. Klikasz go i on się uruchamia od razu, wszystkie zależności ma w sobie i niczego nie wymaga od systemu. W dodatku taki flapack odpali się na każdej dystrybucji linuksa. Ma tylko jeden minus taki program zajmuje dużo miejsca. Po za tym same zalety.

      Pamiętaj jednak, że jesteśmy w świecie linuksa i jak jeden wymyślił to inny chce ulepszyć 🙂 a więc mamy też Snap i Appimage i są między nimi różnice 🙂 ale to już inna bajka.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Jeszcze w ramach uściślenia – flatpaki nie są *totalnie* odizolowane od siebie (jak .Appimage) i są w stanie współdzielić pewne elementy bazowe. Dzięki temu posiadając kilka programów w Flatpaku rozmiary kolejnych nie są aż tak wielkie.
      Sprawdź te wpisy:

      Linux Mint idzie na wojnę z Ubuntu i pakietami Snap. O co chodzi w konflikcie Snap vs Flatpak?

      Linux. Dlaczego NIE korzystać z PPA. Instalacja oprogramowania, Snap i Flatpak a bezpieczeństwo systemu

      Polubienie

      1. @fifek i @KH dziękuję za informację. Do tej pory korzystałem z apt (apt-get). A te programy w flatpak same się aktualizują jak wpiszę flatpak update/upgrade?

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s